W dniu 14 stycznia 2011r. ukazała się w mediach [w Wielkiej Brytanii, a potem także z Polsce, np. tu: http://dziecko.onet.pl/58124,0,43,mleko_matki_to_za_malo,1,artykul.html] informacja sugerująca, iż pokarmy stałe powinny być wprowadzane do diety dziecka już od czwartego miesiąca życia. Oto jak ustosunkowała się do niej Gill Rapley.
British Medical Journal (BMJ) opublikował dokument sugerujący, że karmienie niemowląt wyłącznie piersią przez sześć miesięcy może nie być właściwe i że pokarmy stałe powinny być wprowadzane od czwartego do szóstego miesiąca życia.
Co to oznacza dla rodziców, którzy praktykują bądź przymierzają się do baby-led weaning? Bliższe spojrzenie na to, co faktycznie zostało powiedziane pozwala udowodnić, że sugestia ta nie opiera się na solidnych podstawach.
1. Po pierwsze, dokument oparty jest na istniejącej literaturze, a nie na najnowszych badaniach. Warto także mieć na uwadze fakt, że trzech (z grupy czterech) jego autorów ściśle współpracowało z koncernami produkującymi żywność dla niemowląt i mogą pozostawać pod ich wpływem.
2. Autorzy sugerują, że wprowadzanie stałych pokarmów od szóstego miesiąca życia dziecka naraża je na ryzyko wystąpienia niedokrwistości z powodu niedoboru żelaza.
W rzeczywistości, większość dzieci karmionych wyłącznie piersią do szóstego miesiąca nie jest obciążona tym ryzykiem, jednak stan ten łatwo może ulec zachwianiu. Część niemowląt, którym rozszerza się dietę o pokarmy stałe spożywa głównie ubogie w żelazo owoce i warzywa, a jednocześnie mniej pokarmu matki, który żelazo zawiera.
Z drugiej zaś strony, zbyt dużo żelaza w tak młodym wieku może być szkodliwe, gdyż niedojrzałe jelita mogą wchłaniać go więcej niż potrzeba.
Rozwiązaniem byłoby wprowadzenie pokarmów stałych, kiedy dziecko jest na nie gotowe
(tj. gdy zaczyna sięgać po jedzenie, co dzieje się najczęściej w wieku około sześciu miesięcy) i dopilnowanie, żeby oferowane mu pokarmy były bogate w żelazo (czerwone mięso, jaja i niektóre warzywa).
3. Autorzy sugerują, że ryzyko choroby trzewnej i alergii jest wyższe, jeżeli pokarmy stałe nie zostały wprowadzone do wieku sześciu miesięcy.
Dowody na ryzyko choroby trzewnej i alergii pozostają bardzo niejasne.
Możliwe jest, że dzieci karmione sztucznie mogą bardziej skorzystać z wcześniejszego wprowadzenia pokarmów stałych, niż dzieci karmione naturalnie.
4. Autorzy sugerują, że dzieci mogą odmówić spożywania gorzkiej żywności, jeśli nie poznają jej smaku przed upływem sześciu miesięcy życia i że może to mieć długoterminowe skutki dla zdrowia.
Jest to czysta spekulacja, bez jakichkolwiek podstaw. Każdy, kto próbował baby-led weaning, wie, że jest raczej na odwrót. Podstawą przekonania, że dzieci powyżej sześciu miesięcy mają tendencję do odmowy nowych smaków są prace badawcze dotyczące dzieci, którym żywność podawana jest łyżeczką.
Jednakże ogromna ilość niepotwierdzonych jeszcze naukowo, ale płynących od rodziców informacji dowodzi, iż wiele niemowląt, którym pozwala się samodzielnie sięgać po jedzenie (jak to ma miejsce w BLW) akceptuje i potrafi cieszyć się szeroką gamą produktów żywnościowych. Ponadto, dzieci karmione piersią od urodzenia doświadczają rozmaitych smaków mleka matki, zatem są bardziej podatne na ich urozmaicenie w momencie, gdy rozpoczyna się wprowadzanie stałych pokarmów.
(Tłumaczenie za zgodą autorki: Renata Białas, Copyright for Polish translation by Mamania, przedruki wyłącznie z podaniem aktywnego linku do pełnego tekstu: http://bobaslubiwybor.blogspot.com/2011/02/odpowiedz-gill-rapley.html)
Blog inspirowany książką "Bobas Lubi Wybór" i BLW - metodą na rozszerzanie diety dziecka bez przemocy.
piątek, 25 lutego 2011
czwartek, 24 lutego 2011
fast food
Moje Dziecko rzuca się na pizzę!
Samo ręką nie sięga, ale wprost rzuca się na kawałek czegoś trzymany w ręce przez osobę, u której siedzi na kolanach. Chyba to widać wyraźnie? ;)
Zaczynać wprowadzanie pokarmów stałych od fast foodu (nawet jeśli to fast food zrobiony przez kolegę i wiem, co zawiera, i nawet właściwie to nie fast food, bo robiła się ta pizza z pół godziny przynajmniej) = potępienie ;(
A może nie? Bo w końcu takie ciasto to tylko mąka + woda + nieco drożdży. Nic groźnego.
Samo ręką nie sięga, ale wprost rzuca się na kawałek czegoś trzymany w ręce przez osobę, u której siedzi na kolanach. Chyba to widać wyraźnie? ;)
Zaczynać wprowadzanie pokarmów stałych od fast foodu (nawet jeśli to fast food zrobiony przez kolegę i wiem, co zawiera, i nawet właściwie to nie fast food, bo robiła się ta pizza z pół godziny przynajmniej) = potępienie ;(
A może nie? Bo w końcu takie ciasto to tylko mąka + woda + nieco drożdży. Nic groźnego.
środa, 23 lutego 2011
od przedszkola do o... tyłości
Do przedszkola nam jeszcze daleko, ale już się boję. I - jak się okazuje - nie bezzasadnie. Link do notki o badaniach, które pokazują związek pomiędzy przymuszaniem dzieci do jedzenia wszystkiego, co na talerzu, a otyłością: http://www.edziecko.pl/rodzice/1,102740,9140771,Zbyt_grzecznie_jedzace_dzieci_beda_w_przyszlosci_otyle_.html
Badania są kanadyjskie, a "w Polsce jest jeszcze gorzej"!!! Bo: "problem z nadwagą lub otyłością ma ponad jedna trzecia dzieci w wieku od 7 do 18 lat".
Myślę sobie, że jak polskie przedszkola się nie zmienią, to dzieci, których rodzice stosowali BLW, nauczone, że samodzielnie podejmują decyzje jedzeniowe, będą miały szczególnie trudno.
Badania są kanadyjskie, a "w Polsce jest jeszcze gorzej"!!! Bo: "problem z nadwagą lub otyłością ma ponad jedna trzecia dzieci w wieku od 7 do 18 lat".
Myślę sobie, że jak polskie przedszkola się nie zmienią, to dzieci, których rodzice stosowali BLW, nauczone, że samodzielnie podejmują decyzje jedzeniowe, będą miały szczególnie trudno.
poniedziałek, 21 lutego 2011
moja dieta pod lupą
Mały skończył 7 miesięcy i nie je nic poza mlekiem. Przestałam się już spinać. Od czasu do czasu podtykam mu pod nos jedzenie i czekam.
Wykorzystuję ten czas, żeby przeanalizować swoją dietę. Bo chociaż zasadą BLW jest, że dziecko je to, co rodzice, to drugą zasadą jest też to, że rodzice jedzą zdrowo. To łatwe w sumie, jeśli ktoś lubi niedosolone ziemniaki;) Ale ja nie bardzo.
Przez tydzień więc gotowałam to, na co mam ochotę, a potem analizowałam to. Np.:
śniadanie - jogurt + dżem truskawkowy + prażone na maśle z miodem płatki owsiane - NIE NADAJE SIĘ (nabiał dopiero po 1 roku, miód też wykluczony, płatki trudno połknąć bez gryzienia)
II śniadanie - sałatka z buraczków z kuminem, słodką papryką, chili i pestkami słonecznika, pieczywo, pieczarki, ser, kiełki rzeżuchy - DO ZJEDZENIA CZĘŚCIOWO (pieczywo i pieczarki - ale pieczarki surowe, więc nie wiem; za to buraki mogłabym podać, a jednak jak wyobrażę sobie kuchnię i swoje ubrania w nowej różowej kolorystyce, co jest nieuniknione - to ciarki mi idą po plecach)
obiad - śledź pod szubą (śledź, cebula, jajko na twardo, burak, sos majonezowo-jogurtowy) + gorące ziemniaki - NIE JEST ŹLE (ziemniaki na pewno do zjedzenia)
inny obiad (na zdjęciu) - kasza gryczana podsmażona z porem, czosnkiem i imbirem, z płatkami wędzonego łososia i gotowanym na parze brokułem - BROKUŁ WYBRONIŁ DANIE
kolacja - zupa-krem z dyni - BEZ ZASTRZEŻEŃ (zupa w wersji łagodnej, bez nadmiaru soli i przypraw, no i bez pestek)
W sumie: nie zanosi się na to, żeby BLW kosztować mnie miało sporo wyrzeczeń. Przynajmniej na tym pierwszym etapie, gdy dziecko więcej próbuje niż je.
Wykorzystuję ten czas, żeby przeanalizować swoją dietę. Bo chociaż zasadą BLW jest, że dziecko je to, co rodzice, to drugą zasadą jest też to, że rodzice jedzą zdrowo. To łatwe w sumie, jeśli ktoś lubi niedosolone ziemniaki;) Ale ja nie bardzo.
Przez tydzień więc gotowałam to, na co mam ochotę, a potem analizowałam to. Np.:
śniadanie - jogurt + dżem truskawkowy + prażone na maśle z miodem płatki owsiane - NIE NADAJE SIĘ (nabiał dopiero po 1 roku, miód też wykluczony, płatki trudno połknąć bez gryzienia)
II śniadanie - sałatka z buraczków z kuminem, słodką papryką, chili i pestkami słonecznika, pieczywo, pieczarki, ser, kiełki rzeżuchy - DO ZJEDZENIA CZĘŚCIOWO (pieczywo i pieczarki - ale pieczarki surowe, więc nie wiem; za to buraki mogłabym podać, a jednak jak wyobrażę sobie kuchnię i swoje ubrania w nowej różowej kolorystyce, co jest nieuniknione - to ciarki mi idą po plecach)
obiad - śledź pod szubą (śledź, cebula, jajko na twardo, burak, sos majonezowo-jogurtowy) + gorące ziemniaki - NIE JEST ŹLE (ziemniaki na pewno do zjedzenia)
inny obiad (na zdjęciu) - kasza gryczana podsmażona z porem, czosnkiem i imbirem, z płatkami wędzonego łososia i gotowanym na parze brokułem - BROKUŁ WYBRONIŁ DANIE
kolacja - zupa-krem z dyni - BEZ ZASTRZEŻEŃ (zupa w wersji łagodnej, bez nadmiaru soli i przypraw, no i bez pestek)
W sumie: nie zanosi się na to, żeby BLW kosztować mnie miało sporo wyrzeczeń. Przynajmniej na tym pierwszym etapie, gdy dziecko więcej próbuje niż je.
piątek, 11 lutego 2011
a co u nas
Zostawmy na boku czytanie etykiet. My tymczasem, po pierwszym stresie związanym z ziemniaczkiem, smakujemy:
- seler ugotowany, pokrojony w słupki
- tłuszcz gęsi
- brokuła w różyczkach
- humus
- pastę jajeczną z cebulą
- skórkę od chleba
- truskawki :)
Piszę o smakowaniu, bo Synek niektóre z tych pokarmów drobi w palcach, inne trafiają do ust przypadkiem, ale zaraz z nich wypadają, jeszcze inne podaję mu do spróbowania na palcu, a on zlizuje. Czy to jest BLW czy już nie? W książce są przepisy na papki do maczania paluszków z chleba i warzyw. Można też maczać w nich palce. I to jest dużo łatwiejsze dla mojego Syna. Ja smaruję sobie kromkę chleba taką pastą, a on, mrucząc z radości, wtyka tam palce. Mruczy też z radości, gdy podaję mu tę pastę na palcu do buzi. Czy robiąc to, ingeruję niepotrzebnie w naturalny rozwój dziecka?; czy też daję mu szansę, by posmakował różnych smaków? Już wkrótce będę miała okazję zapytać o tę wątpliwość fizjoterapeutkę.
Z powyższych potraw seler, humus i pasta jajeczna smakowały Małemu. Na truskawkę się skrzywił, ale chciał jeszcze. A brokuł zainteresował bardziej ręce niż usta.
Z tego wszystkiego, co wymieniam powyżej, tylko seler był zrobiony specjalnie dla Małego. Cała reszta z mojego talerza. A i seler gotowany chyba wyląduje w moim menu, bo okazał się po prostu pyszny! Bez soli, ugotowany po prostu. Nigdy bym na to nie wpadła, że jest taki dobry! Chyba złe doświadczenia z dzieciństwa zaważyły ;) Rozgotowany seler z zupy. Znacie to?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


