Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 października 2014

BLW w święta jest możliwe w Gdańsku!

Kochani sklepy zaczynają przygotowania świąteczne. Szczególnie może Wam się to rzucić w oczy robiąc zakupy w Lidlu. W Niemczech obchodzi się przez cały październik Oktoberfest, na którym pojawiają się już świąteczne motywy.
Dodatkowo my też jesteśmy rodzicami i wiemy, że warto do niektórych rzeczy przygotować się szybciej.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Do startu.... Gotowi.... Start!

Po raz drugi zaczynam BLW. Jakieś 3 lata temu córka wykazała gotowość do poznawania nowości żywieniowych. Trzy dni temu w wieku 6 miesięcy 2 tygodni i 6 dni syn pierwszy raz usiadł z nami do wspólnego obiadu. Długo już walczył o zawartość naszych talerzy, ale jako matka byłam nieugięta :) 
Rodzice czekają na ten moment. Jedni bardziej się niecierpliwią widząc w tym nową przygodę, inni odkładaliby ten moment, bo jednak karmienie samym mlekiem, szczególnie wtedy, kiedy dziecko karmi się piersią, jest takie bezproblemowe. 
Niezależnie od tego do jakiej grupy się zaliczacie warto byście wiedzieli od kiedy można zacząć BLW'ować.

Gill Rapley w swoich książkach wyraźnie podaje 6 miesiąc za granicę, od której można zacząć rozszerzać dietę. Nie jest to termin wyciągnięty z kieszeni, ale o zaleceniach będzie innym razem. Za 6 miesiącem ma iść gotowość małego człowieka do rozszerzania diety.

Gill dzieli gotowości na dwie grupy- fałszywe i prawdziwe.*

czwartek, 7 sierpnia 2014

"Moje dziecko nie chce jeść"

"Moje dziecko nie chce jeść". Znasz to? Pewnie tak... Zdarza Ci się tak pomyśleć? Nawet mnie się zdarza, na szczęście na myślach tylko się kończy.
Odpowiedni klimat podkręcają sami dorośli. Troskliwa babcia zapyta czy wnuczek ładnie zjadł cały obiad, koleżanka się chwali, że jej dziecko zjada dziennie 3 słoiczki, a na forach internautki podają dzienny rozkład posiłków malucha wpędzając wirtualne koleżanki w kompleksy. Zresztą wpisz w wyszukiwarkę 'ile powinno jeść dziecko' a wyświetli się setka wyników. A gdzie leży problem?

poniedziałek, 11 listopada 2013

Naleśniki na śniadanie, obiad lub kolacje

Lubicie naleśniki? My bardzo. W sumie to chyba mało kto ich nie lubi ;)
Zresztą moje dziecko dość szybko zaczęło gustować w takich (koło 8 m.ż) czy to samych, czy nadziewanych, ostatnio nawet w formie "makaronu" naleśnikowego.
Chciałam się z Wami podzielić przepisem, z którego już od dłuższego czasu korzystam. Dodaję do nich otręby. Są bardziej przewidywalne niż mąka pełnoziarnista ;)
Zmontowany z kilku. Nie wegański choć dla alergików można mleko zastąpić wodą choć lepiej roślinnym.




czwartek, 1 sierpnia 2013

Krzesełko, ale jakie?

Na fanpage, co jakiś czas wraca jak bumerang pytanie na temat wyboru odpowiedniego krzesełka.
Pierwsza rzecz, jaka zawsze mnie drażniła to nazwa. W końcu BLW zakłada, że dziecko samo się karmi, a więc je i to krzesełko nie bardzo powinno być "meblem do karmienia" ;)
Sama zafascynowana cudownym sprzętem dziecięcym na samym początku zaliczyłam wpadkę. Dziecko otrzymało od babci prezent w postaci gotówki na zakup odpowiedniego sprzętu.

poniedziałek, 13 maja 2013

Fast food w wersji domowej- pizza pelnoziarnista

Witam Was serdecznie. Przerwa w pisaniu byla ogromna, ale dziecko i szkola pochlaniaja kazda chwile tak, ze wolnej juz absolutnie nia ma. Mam nadzieje, ze jeszcze zagladacie tu czasem szukajac jakiejs informacji czy tez inspiracji, a ja dzis biegne do Was wlanie z inspiracja :)
Dzis na swoim blogu dodalam przepis na pizze, wiec i z Wami chce sie nim podzielic.
O fast food juz bylo. Nawet dwukrotnie. Jden dotyczyl pizzy, drugi jedzenia na miescie. Takiej pizzy na miescie nie znajdziecie, tego jestem pewna, bo nie jest ona ani mrozona, ani typowo wloska, ale wzbogacona i urozmaicona przeze mnie, bo spelniala normy zdrowego zywienia :)
Lubie pizze. Ne co dzien, ale raz na jakies 2-3 tygodnie zjesc ja musze, bo tak :)
Kiedys mialam z nia wielkie problemy, ale od kiedy poznalam konsystencje, to robie ja bez najmniejszego problemu i zawsze na oko. Specjalnie na poczet bloga przy dzisiejszym wyrabianiu spisalam wszystko dokladnie.
Taka pizza nie tylko jest zdecydowanie zdrowsza niz kupna- ma mniej tluszczu, a weglowodany proste czyli biala make, zamienilan na te zlozone, do tego sos to nie tylko pomidory, ale i inne warzywa. Jst idealnym sposobem na niejadka, bo mozna przemyc w niej naprawde wiele.
Ciasto przed upieczeniem wyglada tak

środa, 28 listopada 2012

święta idą, święta...

Jak co roku pod koniec listopada zaczynam się zastanawiać nad świątecznym menu. W zeszłym roku poszło gładko, bo 8 miesięczna wtedy Lusia zajadała się pierogami, rybą w sosie "po grecku", piła barszcz i kompot z suszu a na deser wcinała zastraszające ilości mandarynek (i o dziwo nic jej nie było). W tym roku ten sam dylemat tyle, że menu musi być już całe "pro lusiowe", bo nie mam zamiaru kryć się po kątach i sama zajadać przysmaki ;)
Zanim zacznie się przedświąteczny szał, to w Gdańsku organizuję pierwsze spotkanie grupy sympatyków BLW. Tematyka jak najbardziej przedświąteczna. Bardzo jestem ciekawa co wyjdzie z tej burzy mózgów, jakie refleksje okołoświąteczne będą mieć uczestnicy (oprócz oczywiście niezrozumienia otoczenia) i z jakimi własnymi przepisami przybędą.
A ja? Zgłębiam czeluści Internetu w poszukiwaniu przepisów z których zawsze korzystam.
Wyjątkiem będzie wegańskie ciasto dyniowo-kokosowe (obiecuję podzielić się przepisem jak tylko je upiekę) z bloga Małgorzaty, która jest mamą małych alergiczek i bardzo twórczą kobietą.
A jakie u Was dania zagoszczą na Wigilijnym stole? Myślę, że to on w głównej mierze spędza nam sen z powiek, bo z reguły królują na nim bardzo ciężkie potrawy.
Przed spotkaniem wyszukiwałam w sieci informacji na temat smakołyków i oczywiście w jednym z artykułów przeczytałam, że dzieci jedzą tylko parówki i słodycze ;)
I co myślicie o grzybach, kiszonej kapuście i grochu??

sobota, 29 września 2012

I po szkoleniu...

Jak było? Fantastycznie! Jedyne co się nasuwa to "szkoda, że tak krótko".
Po spotkaniu dla doradców czuć miły niedosyt, a w drodze powrotnej w przerwach na brykanie dziecka w głowie analizowałam każdą wypowiedź, każde nowe spojrzenie i nową myśl.
Jako praktyk wiele rzeczy nie było dla mnie nowością. A część pytań było dla mnie oczywistością.
Ale na spotkaniu dowiedziałam się jednej podstawowej rzeczy, na której zależało mi najbardziej, a mianowicie jak się ma BLW do dzieci karmionych butelką. Moje dziecię piersiowe, więc temat mi obcy, ale jakże interesujący.
I w związku z tym w mojej pamięci utkwiła taka wypowiedź (,której oczywiście nie zacytuję, a postaram się jedynie przekazać ogólny sens)...

Skoro WHO zaznacza, że pokarm matki dla dziecka jest najlepszy i tenże pokarm starcza dziecku do 6 miesiąca jako jedyny, to jak się ma z dziećmi karmionymi mlekiem modyfikowanym? Przecież WHO nic nie mówi o tym w żadnym zaleceniu. A skoro MM jest zastępnikiem- nieidealnym , ale koniecznym, to powinno się je traktować jak mleko matki.

I kiedy to usłyszałam pomyślałam, że w swojej prostocie i oczywistości jest to genialne!
Tylko w takim razie po co "wszyscy mądrzy ludzie" kombinują i ustalają tabelki, które mówią co innego?
Przecież nie przekona się układu pokarmowego dziecka- "słuchaj stary, skoro karmimy cię inaczej, to znaczy, że już dojrzałeś do czegoś innego niż mleko"... Raczej nie...

sobota, 22 września 2012

Gill Rapley w Polsce!

Autorka metody Bobas Lubi Wybór w Polsce!!!

Już 26.09 Gill Rapley poprowadzi dwa spotkania dla swoich słuchaczy.
Pierwsze do południa odbędzie się dla doradców i ma na celu wykształcenie osób, które pełne pasji i profesjonalizmu będą rozwiewać wątpliwości i przeprowadzać Rodziców i Bobasy przez tajniki BLW :)
Popołudniu natomiast w mniej formalnej atmosferze Gill Rapley spotka się ze swoimi polskimi fanami. Na spotkanie nie obwiązują żadne zapisy, więc zabierajcie swoje rodziny, raczkujące i biegające Bobasy, sceptyczne Babcie i Ciocie i przybywajcie do Traffica!!!

...
...
...
A już teraz...
Zapraszam do zapoznania się z nowością. Książką kucharską Bobas Lubi Wybór :)

Życzymy smacznego i do zobaczenia w przyszłą środę!
Ps. Postanowiłam pójść za przykładem Ani (poprzedniej właścicielki bloga) i podjęłam się policealnej dietetyki :) Będzie to dodatkowa motywacja, żeby poszerzać wiedzę i dzielić się nią z Wami :)

wtorek, 4 września 2012

placuszki z cukinii- mamowe rozmowy o BLW

W te wakacje dostałam bardzo sympatyczną propozycję. Magda- psycholożka i mama zafascynowana BLW zaprosiła mnie do swojego Klubu Mam, żebym coś powiedziała o BLW. Jak miło było przekonać się, że jest zainteresowanie tematem i opowiedzieć o tym jak to u nas wygląda, ile daje radości i jakie to plusy. Naprawdę coś wspaniałego.
Oprócz rozmowy zostałam poproszona o zrobienie kilku przysmaków. Troszeczkę musiałam się nagłowić, bo przecież musiało to być coś takiego co równie dobrze smakuje na zimno i co mogłam bez problemu przewieźć na zajęcia które odbyły się w pod-gdańskich Kowalach.

BLW w prasie

Po wakacyjnej przerwie wracamy z nowymi pomysłami i zapałem.
Oczywiście będą też przepisy, ale zanim to nastąpi to...
Wspominałam przy okazji ogłoszenia wyników konkursu, że miesięcznik "Dziecko" szykuje artykuł o BLW.
Dla tych, którym nie udało się dotrzeć polecam wersję skanowaną.
Temat ledwo co liźnięty, ale dobre i to :)

poniedziałek, 2 lipca 2012

„Inspirujemy kulinarnie- przepisy BLW”- WYNIKI KONKURSU

Wybór nie należał do propstych, ale dzięki Wam miałam sporo zabawy i gotowania :)
Przepisy były inspirujące i dowodziły, że dla dziecka nie musimy wymyslać niczego specjalnego, bo dania są "międzypokoleniowe" :)
Tak jak było obiecane przepisy zostaną umieszczone na blogu pod kategorią KSIĄŻKA KUCHARSKA. Musicie się tylko troszkę uzbroić cierpliwość, bo wybieram się na niewielkie wakacje.
A teraz wyniki.
1 miejsce: body Sckoon  z organicznej bawełny o wartości ok. 60 zł oraz książka „Bobas Lubi Wybór”
wygrywa Mama 8,5 miesięczne Michaliny, która podzieliła się z nami przepisem na pulpeciki, które użekły mnie swoim nietypoowym składem- siemieniem lnianym, płatkami owsianymi i zielem pokrzywy i sposobem podania gotowanego łososia i kaszy/ryżu (powiem wam, że te kulki sprawiły, że kusi mnie zrobienie jaglanych kulek na słodkow z bakaliami :) )
2  miejsce: kubeczek Doidy
przypada margot za danie jednogarnkowe, które jest wspaniałą bazą do naszych kulinarnych wariacji (a jakby ciecierzycę zastąpić soczewicą...), pulpeciki rybne, które się nie rozlecą i ziemniaczki, które nie tylko mogą wystąpić z posypką kolerkową/pietruszkową/lubczykową.
Ze zwycięzcami skontaktuje się Redakcja.
 
A Wy wypatrujcie najbliższego numeru miesięcznika "Dziecko". Ptaszki ćwierkają, że ma być tekst o BLW ;)
Jeszcze raz wszytkim dziękuję za udział i gratuluję :)

środa, 9 maja 2012

BLW sposobem na lenia

Już było o przyglądaniu się swojemu menu, było już o początkach, ale skoro blog ma wiele redaktorek, to i wiele zdań na dany temat będzie :)
Ula pisząc o BLW'owych początkach zaznaczyła, że wpis powinien miec podtytuł "BLW dla leniwych :)"
Powiem wam szczerze, że takie jest BLW dla mnie, ale czytając poszczególne punkty Uli pomyślałam sobie "ale dużo roboty... kroić, dzielić, zamrażać..."
Dla mnie początki były trudne, bom "matka wariatka". Ciężko mi się zorganizować i ogarnąć, nie dla mnie schematy, stałe pory, a wiadomo jaka matka takie dziecko ;)
Początki wyglądały tak, że dzięki rozszerzaniu diety dziecka sama zaczęłam jeść coś innego niż bułkę z dżemem. Mama mająca pracującego męża, który często w domu tylko nocuje wie jak bardzo nie chce się gotować dla siebie samej. Bo co to za przyjemność? Ano żadna.
Kiedy pomyślałam, że to już czas, a właściwie kiedy to w czasie jednego z obiadów Lusinka zgarnęła ziemniaki z talerza włączyła się lampka. 
Zaczęło się od warzyw na parze. (Kochane Mamy! Nie miejcie wyrzutów sumienia, że wasze dziecko 3 dzień pod rząd dostaje brokuła i marchewkę gotowaną. Ja miałam, ale uwolniła mnie od tego jedna myśl, a mianowicie: przecież w pierwszych słoiczkach też nie ma jakiegoś rewelacyjnego wyboru!)
Podstawowym założeniem od samego początku było, że dziecko je samo. A wiadomo, że łatwiejsze i dla dziecka i dla rodzica jest ogarnięcie konsystencji stałych, więc zrezygnowaliśmy z zup wszelakich :)
Wiadome było także, że dziecku się nie soli, więc i my z tego zrezygnowaliśmy. Pierwsze 3 dni były straszne. Może nie powinnam tak raptownie soli odstawiać? Wszystko było bez smaku i mdłe, ale czego się nie robi z wygody, którą czasem tłumaczę dbaniem o zdrowie ;) Po 3 dniach nasze kubki smakowe odżyły na nowo. Oczywiście brak soli nie równał się brakowi przypraw. Te sypałam normalnie(, a może dawałam ich jeszcze więcej?): czosnek, tymianek, bazylia, majeranek, oregano, papryka w proszku, zioła prowansalskie i inne. 
I tak zaczęliśmy jeść razem. Dziecko z początku dostawało tylko obiad. Pieczone ziemniaki, mięso, gotowane brokuły, kalafior, marchew, cukinia, papryka, bakłażan, ryba pieczona, w wersji surowej awokado, ogórki, pomidory, cukinia. Z czasem pojawiły się konkretne dania: makaron z sosem pomidorowym, szpinakiem, risotto z ratatujem (moje odkrycie którego dokonałam właśnie przy BLW). Okazało się, że nie ma tu miejsca na monotonię. No może jest, ale nie większa niż w innych przypadkach, bo czy nie zdarzyło się wam szukać jakiejś inspiracji na obiad? Mnie wiele razy.
BLW stawia na obserwację potrzeb dziecka. Musimy uwierzyć, że dziecko da nam znać kiedy będzie potrzebowało więcej jedzenia. I moja Lusia dała taki znak- zaczęliśmy jadać śniadania. Jak już pisałam jestem fanką wszelkich rodzajów placków. Rzecz poręczna i bardzo czysta ;) oprócz placków była jajecznica (absolutnie nie bawiłam się w oddzielanie żółtka!), bułka z masłem, dobra wędlina, ogórek, pomidor, kawałek sera żółtego i twarogu. Czasem i owsianka (manny nie lubi), jaglanka, albo kasza gryczana z twarogiem. Wybór jest spory. 
I tak było też przy wprowadzaniu kolacji. Był już ten czas.
Lusia jest już sporą panną. Ma 13 miesięcy i czasem dopomni się o coś pomiędzy głównymi posiłkami, co mlekiem mamy nie jest. Tu w repertuarze mamy chrupki kukurydziane, wafle ryżowe (sprawdzajcie skład, bo czasem różne świństwa pakują do środka), soki (sok uznaję za posiłek), jabłko, gruszkę, winogrona, mandarynki ect.
Takie jest BLW mamy leniwej/zapracowanej. 
Teraz czekam na etap kiedy to dziecko me będzie chciało mi w przygotowaniu posiłków pomagać ;)

poniedziałek, 7 maja 2012

kiełki

Zaraz zaczną się świeże warzywa, na które czekam z niecierpliwością bo ile można jeść mrożonek, puszek, słoików i kiszonek. Człowiek po całej zimie spragniony jest marchewki prosto z ziemi, szczawiu, szpinaku, botwiny...
Wprawdzie w sklepie już się pojawiły, ale mam wątpliwości co do ich pochodzenia (i smaku) ;) Przyznam się bez bicia, że nie powstrzymałam się przed kupnem młodej marchewki, pęczka szczawiu, pomidorów czy główki sałaty i pęczka rzodkiewek. Tak dość mam mrożonego kalafiora, marchewki z groszkiem czy brokuła... Ale były to raczej okazjonalne zakupy bardziej dla mojego smaku niż dziecia. Choć jak można tu mówić o smaku? To marna wersja tego co za jakiś czas będziemy mieli z gruntu.

Ale póki co może zajmiemy się kiełkami?
Teraz może nie będzie takiego wyboru w sklepach, choć sklepy ze zdrową żywnością są na bieżąco zaopatrywane w nasionka do kiełkowania. Ja szukałam w momencie kiedy był bum na stoiskach z roślinkami w marketach. I dzięki temu mam paczuszki z opisem jakie wymagania ma dane nasiono.
Podstawową bazą wiedzy może być dla nas strona http://www.kielki.info/
Mnie dużo dała, bo dowiedziałam się jak siać, żeby zebrać, co siać i zawiera obszerne FAQ z najczęściej zadawanymi pytaniami. I dzięki niej wiem, że kiełkownica (pojemnik do kiełkowania) nie jest konieczny!
Do tego po lewej stronie jest lista najczęściej kiełkowanych roślin :)
Do kiełkowania polecam nasionka Diet-food- duże opakowania starczą na długo; minusem jest to, że dużego wyboru nie ma...
Trochę inne nasiona można znaleźć w Darach Natury- wybór jest bardziej "egzotyczny", bo można znaleźć wśród nich choćby grykę i wiesiołek. Choć i one nie są opisane jak je hodować.
Swego czasu w marketach można było znaleźć Vilmorin.pl . Były one bardzo dokładnie opisane, jak hodować (w świetle czy nie, ile razy podlewać) i kiedy można je już jeść, ale cena jest stosunkowo wysoka w porównaniu do ilości oferowanego produktu. Za to wybór jest ogromny. Nie widziałam w sklepach kapusty, gorczycy czy pora w innym wydaniu.
Jakie są moje refleksje? 
Na początek polecam rzodkiewkę. Jest cudowna i smakuje po prostu... jak rzodkiewka ;) Idealny dodatek do twarożku. 
Rzeżucha jest dla wybranych, bo albo się ją uwielbia, albo nienawidzi. Wiem, że nie każdy lubi jej zapach, ale ja jestem z tej pierwszej grupy więc za nią przepadam.
Mieszankę zwaną łagodną można stworzyć samemu dodając w różnych proporcjach rzeżuchę, rzodkiewkę i lucernę. Lucerna sama w sobie jest trochę mdła, ale w połączeniu z ostrą rzodkiewką nadaje całej mieszance tej łagodności.
Jeśli szukacie czegoś do surówek lub od tak do chrupania to dobrym wyborem będzie skiełkowany słonecznik. Co ważne nie potrzeba specjalnych nasion, a dobrej jakości zwykły nieprażony słonecznik (nasiona muszą być całe a nie pokruszone). Skiełkowany (trwa to ok 3 dni) ma cudowny świeży smak i smakuje jak łuskany prosto z tarczki słonecznika.
Informacji której nie znalazłam na kiełki.info to kiełkowanie gorczycy. Kiełkuje się ją 3-4 dni w nienasłonecznionym miejscu po uprzednim wymoczeniu jej 6 godzin. Gorczyca jest pikantna, a w kiełkach nabiera tylko ostrości. co ważne nie musicie szukać nasion. Wystarczy kupić gorczycę w całości z działu z przyprawami :)
Naprawdę pragnę was zachęcić do hodowania. Ile satysfakcji da wam taki domowy ogródek możecie się sami przekonać. Najpiękniejsze jest to, że nie czeka się na plony wieczności tylko od 3 do 7 dni :)
Powodzenia i zachęcam was do dzielenia się własnymi spostrzeżeniami :)
Ps. ale ze mnie gapa. Przecież nie napisałam najważniejszego!
Kiełki są bombą wartości odżywczych- witamin i minerałów.
Jedzmy je na zdrowie!




sobota, 14 kwietnia 2012

a co na śniadanie

Takie pytanie zadała mi koleżanka.
I konsternacja, bo co ja właściwie młodej daję na śniadanie ;)
Wziąwszy pod uwagę, że po przebudzeniu rano około godziny grzejemy się w łóżku i karmimy to śniadania wyglądają u nas dość spontanicznie, a mianowicie wchodzę do kuchni, otwieram lodówkę, otwieram szafkę i tworzę ;)
Lusia na śniadania dostaje pieczywo z masłem, kawałkiem swojskiej wędliny, ogórkiem, pomidorem, twarogiem, żółtym serem itp. Albo jajecznicę, czasem kaszę gryczaną z masłem i twarogiem, lubimy też owsiankę na gęsto z owocami (do płatków dodaję łyżkę lub dwie zmielonych płatków- mój patent na gęstą owsiankę ;) ), kiedy mąż ma wolne robię kaszę jaglaną z jabłkiem, bo ja nie bardzo przepadam za nią. 
Choć najbardziej lubię placuszki. Placuszki na naszym stole królują nader często. 
Placuszki na jogurcie, serku homogenizowanym, ricotta, z jajkami (jeśli mi się chce to robię wersję puszystą- osobno ubijam białka) i mąkami różnistymi- pszenna, żytnia, orkiszowa, owsiana, jaglana, ryżowa, pełnoziarnista, jaka tylko wpadnie w rękę w momencie tworzenia. Do tego sok owocowy, owoce, warzywa, koncentrat pomidorowy, zioła...
A co robię kiedy się spieszę albo mam pustą lodówkę?
Sięgam po koło ratunkowe- wafle ryżowe lub chrupki kukurydziane. Dzieci papkowe na śniadanie dostają kaszkę lub kleik, więc i moje czasem zje w ramach posiłku. Suche popija wodą lub mlekiem maminym i już ;)

poniedziałek, 19 marca 2012

inspiracje śniadaniowe część 1

Tak jak obiecałam zaczną się pojawiać inspiracje kulinarne.
Jako, że czasem ostatnio nie grzeszę, więc będą to gotowe już przepisy, które kiedyś umieściłam na swoim blogu a sprawdziły się :)
Na potrzebę tego wpisu część przepisów zaktualizowałam na potrzebę BLW ;)



czwartek, 23 lutego 2012

BLW w gościach

Czyli ciąg dalszy o dziecku w terenie. Ostatnio z mężem nad tym dyskutowaliśmy i chciałabym też was namówić do dyskusji.
BLW wybraliśmy m.in. dlatego, że jest wygodne. Jako, że karminy się nadal piersią nie potrzebujemy butelek, mieszanek, wody w temperaturze 70 stopni i innych gadżetów potrzebnych rodzicowi dziecka będącego na mm. BLW sprawia, że nie potrzebujemy też słoiczków, miseczek, łyżeczek i innych bajerów. Wystarczy śliniako-fartuszek i opcjonalnie miseczkę z przyssawką, ale tym razem nie o tym.
Nasza rozmowa dotyczyła naszego wyjazdu do rodziny. Oboje decydując się na ten sposób żywienia wiedzieliśmy, że będziemy robić odstępstwa od naszej domowej diety, że dziecko dostanie czasem rzecz soloną czy mniej zdrową. I doszło do dyskusji na temat tego co Dziecko będzie jadło na najbliższym wyjeździe.
Stanęło na tym, że będziemy wybierać z tego co dają tylko pod jednym warunkiem. Że będziemy tam "prawdziwymi gośćmi". Co przez to rozumiem? Ano to, że gościem czuję się tam gdzie nawet herbaty sama sobie nie robię ;)
A zarówno u moich rodziców jak i u męża mamy swobodny dostęp do kuchni i lodówki, tak więc będziemy sami oś przygotowywać, a właściwie już to robimy (bo jesteśmy u męża rodziny) i absolutnie nikt nam nie ma tego za złe.
A jak jest u Was? Czy u cioci na imieninach pozwalacie na małe "grzeszki"? Czy wszędzie chodzicie ze swoim jedzeniem? A może folgujecie sobie i dziecku również u bliższej rodziny?

sobota, 4 lutego 2012

BLW'owe dziecko na miescie

Niektórzy myślą, że rodzice którzy decydują się na rozszerzanie diety swoim dzieciom zgodnie z BLW są ambitni, ekologiczni, albo wszędzie chodzą z własną wałówką, bo przecież na mieście nie zawsze można zjeść zdrowo.
Z grzeczności nie zaprzeczę, ale jestem Mamą, która zdecydowanie z ekologią ma bardzo mało wspólnego, ba jestem Zielono Zielona ;) Za to jestem Matką wygodną, która nie wyobrażała sobie gotowania dla siebie i męża i osobno dla dziecka. Dla mnie mniejszym problemem było zmodyfikowanie swojej diety i sposobu odżywiania niż stanie przy garnkach czy kupowanie gotowców.
Zdarzy mi się zabrać coś ze sobą, kiedy muszę z dzieckiem pojechać na zajęcia, albo w miejsce gdzie po prostu nie ma "jadłodajni". Są to wtedy najczęściej placuszki smażone na suchej patelni albo pieczone albo pierożki w wersji pieczonej, które są równie smaczne na ciepło jak i na zimno.
Ale kiedy wiem, że idę na "miasto" to zawsze znajdzie się miejsce przyjazne dziecku. Do tej pory z Córką jedliśmy w takich miejscach jak Ikea, restauracja ze stekami, sushi bar. Dlaczego? Ponieważ wiem, że znajdę tam coś co będzie mogło zjeść dziecko.
W Ikea nikt nie patrzy dziwnie jak z tacki lecą brokuły :) Mają w menu warzywa gotowane na parze i gotowanego łososia. Czego chcieć więcej? Do tego masa krzesełek, przewijaki na każdym kroku i miły rozgardiasz. 
Na stek ochotę miał mąż. W menu oczywiście pojawiły się "tradycyjne" dania dla dzieci- smażone na głębokim tłuszczu, ale było coś też dla naszego dziecka. Pierś kurczaka smażona na suchej patelni i gotowana kukurydza. Oczywiście jak przystało na porządną restaurację nie było problemem, żeby kucharz nie posolił dania- duży plus. Do tego brak soli nie oznaczał braku smaku. Inne przyprawy zostały bez zmian. Posiadali krzesełko do karmienia, a kelner pełen podziwu i konsternacji patrzył jak dziecko posługuje się małym widelczykiem i donosił kolejny za każdym razem jak jeden spadł na ziemię :)
Sushi to prezent urodzinowy. Na początku pierożki, które znikały bardzo szybko, później ryż, który jak to ryż do sushi był kleisty i bardzo łatwo można było go złapać w rękę. Wiem już, że Córka lubi tuńczyka, ale za surowym łososiem nie przepada. No i ostre przyprawy. Chili jest ok, ale wasabi już nie, bo za bardzo kręci w nosie. Plusem miejsca było to, że mimo braku przewijaka łazienka była duża, a w połowie sali był parawan za którym się schowaliśmy i nie było problemu, że dziecku coś spadło.

Oczywiście w każdym miejscu obsługa dostała napiwek za ten niewielki bałagan :)
Czym kierować się przy wyborze? 
Po pierwsze menu- jasne, że jak dziecko dostanie kilka frytek to nic mu się nie stanie, ale dobrze jak mają warzywa gotowane, albo pieczone mięso.  Frytki niech będą co najwyżej dodatkiem.
Po drugie frekwencja- tyczy się ona nie tylko wybierania miejsca dla dziecka, ale i dla siebie. Dużo ludzi= świeże jedzenie. Świeże znaczy nie mrożone (nie chodzi tu o np. mrożonki warzywne, ale ugotowaną brukselkę, zamrożoną po raz kolejny i odgrzaną), nie odgrzewane w mikrofalówce. I tak jak sushi bar. Jest to miejsce cieszące się dobrą opinią, w którym podają surowe ryby. A skoro jeszcze nikomu nic nie zaszkodziło, to takie ryby muszą być świeże, bo o to chodzi w całej idei sushi.
Po trzecie czas- polecam środek tygodnia. Weekend nie jest dobrym czasem ze względu na ilość ludzi. Po pierwsze tłumy rozpraszają, po drugie ja sama czułabym się niekomfortowo jakby ludzie patrzyli się na nas jak jemy. W końcu 8 miesięczne dziecko jedzące samo to nie jest jeszcze codzienny widok.
Po czwarte krzesełko do karmienia- oznaka, że dzieci chociaż w teorii są mile widziane. Skoro właściciel takowe udostępnia to znaczy, że liczy się z tym, że może zapanować mały chaos :)
.
A jakie Wy macie doświadczenie z wychodzeniem z dzieckiem na "miasto"?
Macie swoje ulubione miejsca, które możecie polecić?
Co powiecie na serię postów opisujące takie miejsca przyjazne BLW'owym dzieciom? Ja mogę opisywać takie miejsca w Trójmieście :)






piątek, 9 grudnia 2011

„Nie boisz się, że się zakrztusi?” czyli parę słów o zaufaniu

Nie. Nie boję się. To pytanie bardzo często się pojawia przy okazji rozmów, w których wychwalam BLW nad niebiosa ;)

BLW nauczyło mnie zaufania do dziecka, tak dużego, że nie boję się, gdy próbuje obsłużyć się widelczykiem czy kubkiem. Wiem, że nic jej nie będzie, że sama sobie krzywdy nie zrobi. Ale czy nie miałam tego zaufania wcześniej? Chyba nie w takim stopniu. Każda mama się boi o swoje dziecko. Strach napędzają ludzie otaczający młoda mamę, a raczący od samego początku dobrymi radami (znacie to skądś?). A zazwyczaj zaczyna się od karmienia piersią. Bo przecież samo mleko nie wystarczy… A może pokarm jest za chudy? A dziecko może za mało przybiera? Za mało wałeczków? Szał ten napędzają siatki centylowe , a rozszerzanie diety tylko to wariactwo potęguje, bo przecież jak można dziecku dać jedzenie i nie wiedzieć ile zjadło? A może to my- dorośli chcemy mieć kontrolę nad wszystkim? Liczymy jedzenie, zasikane pieluszki, ilość kupek…

Chyba trochę zeszłam z tematu. A może jednak nie? Przecież to wszystko jest ze sobą połączone, to dalej jest kwestia zaufania, że dziecko sobie krzywdy nie zrobi. Co to za różnica czy krzywdą będzie wsadzenie widelca w oko czy głodzenie się. Mąż w takich chwilach twierdzi, że to tak jak te maczety z „W głębi kontinuum” (serdecznie polecam- to jego ulubiona książka)- Indianie mają tyle zaufania do swoich dzieci, że pozwalają im się bawić ostrymi przedmiotami, a te nigdy nie robią sobie nic złego- a Młodej ufa bardziej niż mnie- prędzej nieszczęście będzie, kiedy ja nieopatrznie ją szturchnę niż sama miałaby się nożem bawić.

A krztuszenie? Ryzyko? Gill Rapley doskonale to opisała. Zauważyliście, że dziecko ma odruchy wymiotne, kiedy za głęboko coś wsadzi do buzi, nawet jeśli byłaby to tylko ręka? To jego odruch obronny przed zakrztuszeniem. Wiele razy obserwowałam go, kiedy Młoda wsadziła do buzi za duży kawałek. Kiedy nie mogła do wypluć, wymiotowała. Tak to natura wymyśliła, że dzieci maja bardzo blisko ten punkcik, który za wymioty odpowiada. Z czasem on się przesuwa w głąb, ale dzieje się to na tyle powoli, żeby dziecko się nauczyło jak jeść, żeby się nie zakrztusić, czyli jak jeść bezpiecznie. Młoda radzi sobie z tym co raz lepiej, już nie wymiotuje, a tak manewruje językiem, że łatwo niechciane kawałki wypadają z buzi.






















Jest to fascynujące jak świetnie sobie z tym radzi i jak jest skupiona na tym.

Dlatego jedna rada niezależnie od tego jak się karmi. Trochę zaufania , a będą efekty.


Anna

poniedziałek, 28 listopada 2011

Nowe autorki :)


Z przyjemnością przedstawiamy Wam Julitę, Ulę i Annę, które będą opisywać swoje doświadczenia z BLW. Mamy nadzieję na wiele ciekawych opowieści i smacznych przepisów :)
Julita:
W lipcu 2010 roku zostałam mamą Radzika, pół roku później – fanką BLW:) Dla mnie baby-led-weaning jest zaspokajaniem naturalnych potrzeb dziecka, procesem zaczynającym się wraz z pierwszym łykiem mleka mamy, którego jedynie kolejnym etapem jest poszerzenie dziecięcego menu o potrawy ze stołu rodziców.
To też wspaniała okazja do odświeżenia kuchennego repertuaru, a przede wszystkim do celebrowania wspólnych chwil przy rodzinnym stole.
Chciałabym podzielić się z Wami naszymi doświadczeniami, pomóc rozpocząć Wam Waszą przygodę z BLW, podrzucić kilka sprawdzonych przepisów, a w szczególności wesprzeć rodziców małych alergików, dla których rozszerzanie diety bywa drogą przez mękę – to wiem już z doświadczenia ;)

Ula:

W październiku 2009 roku zostałam mamą i wtedy okazało się, że muszę zapomnieć o większości obiegowych opinii dotyczących opieki nad dzieckiem. Moja córka ma swój własnych charakter i nie daje sobie nic narzucić. Stąd prostą drogą trafiłam na ideę Rodzicielstwa Bliskości, a także BLW.
Chcę pozostawić mojej córce i sobie wspomnienia z przyjemnych posiłków, gdzie każdy je to, co lubi i ile ma ochotę. Uważam też, że właściwą dietą możemy wyleczyć się z bardzo wielu dolegliwości i powtarzając za Ajurwedą (medycyną indyjską) „jesteśmy tym, co jemy”.
Jestem nauczycielką jogi, interesuje mnie ekologia, lubię kreatywnie spędzać wolny czas i grać w gry planszowe.
Anna:
Od kwietnia 2011 roku mama Łucji zwanej Młodą. Przesiąknięta rodzicielstwem bliskości od początku. Jako chustomama, zwolenniczka pieluch wielo i matka karmiąca, nauczona zaufania do dziecka i zachwycona jego indywidualnością, mimo głośnej krytyki najbliższych, od początku mówiłam, że nie podam dziecku papki ;) Nie wierzyli, ale jak powiedziałam, tak zrobiłam. Od początku cieszę się jedzeniem razem z Młodą. Sama uczę się „jeść” i zmieniam swoją dietę na potrzeby Małego Człowieka. Mam nadzieję, że będę potrafiła zarazić młode mamy tym entuzjazmem, który towarzyszy BLW, ale i pomóc zachować zdrowy rozsądek i pełen luz.