Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 listopada 2011

oddam bloga w dobre ręce

No tak, dawno mnie tu nie było. Mały mój raz je, raz nie je - zawsze jest o czym pisać, ale czasu niestety nie starcza ;( Doświadczenie BLW zaowocowało w moim przypadku dość szczególnie - postanowiłam wejść w temat jedzeniowy pełnoetatowo: studiuję dietetykę i zakładam fundację. I w tym wszystkim wakacje od blogowania przedłużyły mi się do listopada...

Ale myślę, że szkoda zmarnować to miejsce - niech blog żyje dalej, niech kolejne pokolenia (!) maluchów pokazują, co potrafią w 6 i 7 i 8 miesiącu życia, niech temat wciąż się odnawia i odnawia, bo wart jest tego.
Jeśli ktoś z Was chce włączyć się w projekt wspólnego tasiemcowego blogowania o BLW, napiszcie do wydawnictwa Mamania, które ma prawa formalne do tego bloga.
Dziękuję za Wasze zainteresowanie i obiecuję donosić o przedsięwzięciach mojej fundacji.
Ania

wtorek, 31 maja 2011

pory posiłków

Kiedy proponujecie dzieciom jedzenie? Czy macie stałe pory posiłków czy może dajecie dziecku co chwila małe co nieco?
Przypuszczam, że te mamy, które miały ustalony rytm karmienia piersią czy butelką, przy przechodzeniu na inne pokarmy po prostu trzymają się go. U mnie było (jest) inaczej. Pierś jest podawana na żądanie. Ale z jedzeniem pokarmów stałych jest przecież inaczej: każdy posiłek wymaga przygotowania, muszę więc się jakoś zorganizować. Problem w tym, ze zanim pojawił się Mały, ja też jadałam bardzo nieregularnie. Obiady bywały u nas i o 13-tej i o 21-ej. Wszystko zależało od mojej weny, bo lubiłam sobie pogotować długo i czasem potrzeba wyżycia się w kuchni była silniejsza niż głód ;) Jak to wszystko ogarnąć na nowo?
Pomogła mi okoliczność dodatkowa, zupełnie przeze mnie niezamierzona: przeszłam na dietę (leczniczą). I dieta moja wymusza na mnie regularność. Więc jem 5 posiłków dziennie i Mały ze mną (chyba, że któryś prześpi, bo śpi nadal bardzo nieregularnie ;)
Czy jednak tak małym dzieciom trzeba koniecznie narzucać stałe pory posiłków? Chyba są tu różne szkoły. Gill Rapley w swojej książce pisze, że nie ma takiej potrzeby, dopóki dziecko nie ukończy 18 miesięcy. Polecam rozdział o przekąskach na stronie 170, gdzie znajdziecie więcej wskazówek.

szparagi na maśle z rukolą

Pisałam niedawno, że najlepsze są szparagi gotowane bez dodatków - i swojego zdania nie zmieniam. Ten przepis mnie jednak zaciekawił, bo nie smażyłam dotąd szparagów. Wyszły bardzo smaczne. Póki sezon szparagowy trwa, podaję przepis dla tych z Was, których nudzą gotowane warzywa:

Szparagi na maśle z rukolą

Obrać szparagi (ja użyłam białych i zielonych) i pokroić na 4-cm kawałki

Na rozgrzanej patelni
roztopić kawałek masła
wrzucić szparagi i smażyć około 10 minut (ja po chwili smażenia, dusiłam pod przykryciem),
posypać pieprzem
i solą
skropić cytryną (kilka kropli) lub posypać skórką z cytryny,
dodać pokrojoną rukolę i chwilę razem dusić.

sobota, 28 maja 2011

jajecznica z imbirem

To nieoczekiwane połączenie smaków nie jest rezultatem eksperymentów mojego Syna (a wiem, że dzieci potrafią zaskoczyć rodziców naprawdę ciekawymi rozwiązaniami kulinarnymi ;). Tym razem to ja otworzyłam się na nowe smaki, a jajecznica z imbirem jest przepisem z kuchni Pięciu Przemian, która ostatnio podbija moje serce. Przez żołądek oczywiście.
Dotąd Mały jadał jajka na twardo, zwłaszcza dobrze sprawdzały się jajka przepiórcze - dostawał połówkę i świetnie sobie z nią radził. Ale widzę, że jajecznica jest też bardzo "poręczna". A wersja z imbirem? Sami wypróbujcie:


Zdjęcie może niezbyt apetyczne - niestety brak czasu na stylizacje ;)


Jajecznica z rukolą i świeżymi ziołami
(z książki "Gotowanie według Pięciu Przemian")

(dla tych z Was, którzy nie zetknęli się z kuchnią Pięciu Przemian, ważna informacja: kolejność dodawania produktów ma znaczenie, proporcje - mniejsze)

Na gorącej patelni
stopić kawałek masła;
drobno posiekany (lub starty) imbir krótko podsmażyć;
wbić po jajku na osobę (ja dałam więcej),
posypać pieprzem, kolendrą,
solą
i siekaną pietruszką (natką),
domieszać drobno posiekane zioła (np. oregano, ale mogą być inne) oraz rukolę;
smażyć, aż jajka zaczną się ścinać (dla małego dziecka trzeba bardzo dobrze ściąć, żeby uniknąć salmonelli).

piątek, 27 maja 2011

niech żyje sezonowość ?

No właśnie: znak zapytania. Zawsze myślałam, ze to przednówek jest trudny, ale w tym roku to w maju najtrudniej mi robić zakupy jedzeniowe. Z każdej wyprawy na targ warzywny wracam rozczarowana. Może jestem bardziej wyczulona przez to, że mam dziecko? Warzywa zeszłoroczne są już często popleśniałe, wysuszone, albo inaczej zdegenerowane, a tak zwane nowalijki wydają mi się jakieś zanadto pryskane. I czekam, i czekam. Aż pojawią się młode marchewki, które nas nie zatrują i truskawki, które będą miały smak, bo dojrzeją na słońcu i bez pośpiechu. Wracam więc z targu z niczym. No, prawie z niczym. Kupuję szparagi. Szparagi uratowały tegoroczny maj. Jemy je właściwie na okrągło, aż zaczęłam podejrzewać, że uzależniają. I na szczęście Mały mój też je polubił. Idealne do rączki. Gotuję je w małej ilości wody bez soli (nie trzeba!). dla Synka odłamuję końcówkę z główką, która ma najwięcej smaku i z którą najłatwiej mu sobie poradzić, bo reszta szparaga jest nieco włóknista, mimo obrania ze skóry. Zawsze wybieram białe - uważam, że są smaczniejsze. I nie przejmuję się chwilową monotonnością diety - wiem, że szparagi zaraz się skończą!

środa, 25 maja 2011

sposób na mięso

Jedną z większych trudności miałam z podawaniem dziecku mięsa. U mnie w domu najczęściej mięso (i ryby też) są pieczone w piekarniku. Uważam, ze jest to forma przygotowania wymagająca najmniej zachodu i wysiłku z mojej strony, a przy tym zdrowa. Ale na początku Synek nie mógł przeżuwać włókiem mięsa, choćby było mięciutkie. Znalazłam na to sposób.
Niestety, potrzebne jest dodatkowe urządzenie. Nie jestem fanką gadżetów, uważam, że do jedzenia nie potrzeba niczego więcej niż rąk. Ale to urządzenie i tak stało w mojej kuchni i było używane codziennie. Wyciskarka do soków. Sprawdza się! Z upieczonego mięsa odkrajam porcję dla Małego i jeszcze ciepłą wrzucam do wyciskarki. Może to nie wygląda apetycznie, ale jest smaczne, ciepłe i łatwe do uchwycenia.

ryty przejścia

Pierwsze postrzyżyny Małego odbyły się całkiem przypadkiem - przy okazji moich postrzyżyn. Nie powstała, jak w dawnej Polsce fryzura od doniczki. Po prostu obcięliśmy w Degażerii kilka za długich kosmyków, które zawsze zlepione jedzeniem. Mały był chyba najmłodszym klientem Patryka, mimo, że dzieci nie są tam rzadkością.

Dlaczego piszę o rytach przejścia? Bo tego dnia akurat Mały "dojrzał" do przełomu jedzeniowego. Po raz pierwszy, całkowicie naturalnie i bez żadnych starań, jeden posiłek mleczny został wyparty na rzecz mięsa z kaszą i warzywami. Stało się!

środa, 4 maja 2011

fizjoterapeutka o BLW, cz. 4

I na koniec moich rozmów z panią Martą Ślifirską, parę słów o...

... BAŁAGANIE

ACH: Znam przypadek 3-latka, karmionego łyżeczką.
MŚ: Bywają i starsze dzieci karmione łyżeczką. Wynika to chyba głównie z tego, że rodzice nie chcą, żeby się dziecko ubrudziło, żeby ubrudziło wszystko dookoła. I to zachowanie czystości jest dla nich tak ważne, że karmią dziecko łyżeczką. Tylko należy zadać sobie pytanie: jak dziecko karmione łyżeczką ma nagle nauczyć się jeść czysto, za pomocą sztućców? Nie ma takiej możliwości. Dziecko musi ćwiczyć. I jedzenie ręką jest pierwszym etapem. Bo jest ćwiczeniem koordynacji między dłonią a ustami. Żeby donieść pokarm na przyrządzie jakim jest łyżeczka czy widelec, trzeba dużo lepszej koordynacji. Najpierw trzeba poćwiczyć donoszenie pokarmu do ust ręką.

ACH: I jest szansa, że wtedy ten etap bałaganu będzie krótszy po prostu?
MŚ: Oczywiście, że tak. Dlatego, że gdy dziecko wyćwiczy koordynację, to potem przejście na sztućce będzie dużo łatwiejsze niż przejście z etapu bezczynnych rąk (gdy dziecko jest karmione łyżką) do jedzenia sztućcami.
A co do samego bałaganu: jest stare powiedzenie, że dziecko jest albo czyste, albo szczęśliwe. I to jest prawda.

czwartek, 28 kwietnia 2011

fizjoterapeutka o BLW, cz. 3

Dzisiaj pani Marta Ślifirska odpowie na pytanie:

CZY 6-MIESIĘCZNE DZIECKO JEST GOTOWE NA BLW?

MŚ: Jest gotowe. Dlatego, że potrafi doprowadzić rękę do ust. Mówiąc "jeść samodzielnie" mamy oczywiście na myśli jedzenie rączkami. Rodzice czasem skarżą się, że ich dziecko wszystko wkłada do ust. Robi to dlatego, że usta są najbardziej wrażliwą czuciowo okolicą ciała i dziecko chętnie poznaje świat ustami. Już w okresie płodowym jest to okolica, która jako pierwsza uzyskuje czucie m. in. po to, żeby później, po urodzeniu, dziecko mogło łatwo znaleźć pierś mamy. Jeżeli dziecko potrafi doprowadzić ręce do ust i potrafi już chwycić jakiś przedmiot, na razie całą dłonią, bo tak wygląda chwyt w wieku 6 miesięcy, to znaczy, że jest gotowe do tego, żeby spróbować jedzenia. Oczywiście, na początku ono się nie naje (dlatego nadal powinno dostawać dotychczasowe posiłki mleczne). Popróbuje, potrzyma w buzi i wypluje, albo wypluje od razu, ale ma już kontakt z pożywieniem, ma już kontakt z różnymi smakami i ćwiczy koordynację ręka - oko.
U każdego dziecka to może przyjść w różnym czasie. Mówiąc o dzieciach 6-miesięcznych, mówimy o przeciętnej. Bywają dzieci młodsze, które już sobie z tym radzą, a bywa, że dziecko dopiero mając 10, 11 miesięcy jest na to gotowe.

ACH: Czyli trzeba obserwować swoje dziecko...
MŚ: ... i podążać za nim. Tak. Bo normy rozwojowe dotyczą przeciętnej. To, że jakieś dziecko rozwija się troszeczkę wolniej, wcale nie znaczy, że jakość jego rozwoju jest gorsza. Ważna jest bowiem jakość ruchu, czyli czy te ruchy, które dziecko wykonuje, są prawidłowe. Nie patrzmy więc na ilość, tempo, czas, w którym dzieci nabywają pewnych umiejętności, a na ich jakość. Dzieci, które rozwijają się wolniej wcale nie muszą być „opóźnione” w rozwoju. Tempo rozwoju jest w głównej mierze uwarunkowane genetycznie. Zawsze warto popytać w rodzinie: jak my się rozwijaliśmy, jak nasi rodzice. I to może rozwiać wiele niepokojów.

ACH: Czyli jeśli widzimy, że dziecko 6-miesięczne nie jest w pełni gotowe, żeby jeść samodzielnie, to nie powinno nas to niepokoić.
MŚ: Nie. I nie zmuszajmy dziecka. Niech bierze w rączkę, niech rozgniata pożywienie. Niech ma takie doświadczenia. Przez wszystkie doświadczenia dziecko powinno przejść, bo wszystko, co jest naturalne dla niego, jest mu potrzebne.

piątek, 22 kwietnia 2011

moja piramida żywieniowa

9 miesięcy. Pora podejść do sprawy bardziej systematycznie. Odpowiedzialność leży w końcu po stronie rodzica. Dostarczam na stół różnych rzeczy, a Mały sięga samodzielnie po coraz szerszy asortyment, w tym mięso (mówię: sięga, w dalszym ciągu nie mówię: je), więc myślę coraz więcej o tym, żeby podać coś sensownego do wyboru w czasie śniadania, obiadu, kolacji. Do pomocy zrobiłam sobie uproszczoną piramidę żywieniową. Ten koślawy rysunek jest sporządzony dokładnie na podstawie rad z książki "Bobas lubi wybór". Jest to uproszczona piramida - łatwa do zapamiętania i stosowania, a przy tym mam pewność, że dobrze skomponowana pod względem proporcji. Wisi u mnie na lodówce, gdybym jednak zapomniała ;)
Logika jest taka (dla przypomnienia dla tych, co czytali i dla wyjaśnienia dla tych, co nie czytali jeszcze Bobasa): dziennie powinno się zjeść pożywienie z 5 grup w określonych proporcjach, przy czym wielkość porcji określa wielkość własnej dłoni. Oczywiście, na razie dłonie i porcje mnie nie interesują, bo Mały jeszcze nie je - to przyjdzie pewnie po skończeniu roku. Teraz pilnuję tego, żeby mógł wybierać sobie z różnych grup po trochu. No i według tych zasad układam naszą rodzinną dietę ;) Już czujemy się zdrowiej!
Na obrazku: warzywa, owoce, ryby i mięso, makaron reprezentuje zboża, mleko w butelce, orzeszek ziemny czyli oliwy i orzechy.

wtorek, 1 lutego 2011

gotowość jest! ... gotowość jest?


Nie wiem czy gotowość jest, ale entuzjazm na pewno wielki.
Od dwóch miesięcy siadam z Synkiem na podłodze podczas moich posiłków. Niedawno zaczął łapać za szklanki i talerze. Woda w butelce, zielony szpinak w szklanej miseczce są ciekawsze niż wszystkie zabawki razem wzięte.
Ale na kanapki z szynką, cykorią i keczupem jeszcze za wcześnie.
Czekam na inne oznaki gotowości (poza entuzjazmem). Według książki powinno być ich kilka.

zapraszam na Facebooka

Otworzyłam konto bloga na Facebooku. Jeśli chcecie podzielić się ze mną swoimi doświadczeniami z BLW, z książką "Bobas Lubi Wybór" czy po prostu z wprowadzaniem pokarmów stałych do diety Waszych dzieci - proszę wrzucajcie to bezpośrednio tam. Wszystko będzie widoczne dla czytelników bloga. Jeśli macie pytania dotyczące BLW, też zachęcam, by się nimi dzielić - może uda mi się zaprosić ekspertów i uzyskać ich pomoc w sprawach trudnych. No i proszę o fotki. Wiem, że BLW jest malownicze ;) i rodzice na pewno robią masę zdjęć podczas posiłków. A zdjęcia, jak nic innego, świadczą, że jednak da się. A więc: inspirujmy się nawzajem!