I na koniec moich rozmów z panią Martą Ślifirską, parę słów o...
... BAŁAGANIE
ACH: Znam przypadek 3-latka, karmionego łyżeczką.
MŚ: Bywają i starsze dzieci karmione łyżeczką. Wynika to chyba głównie z tego, że rodzice nie chcą, żeby się dziecko ubrudziło, żeby ubrudziło wszystko dookoła. I to zachowanie czystości jest dla nich tak ważne, że karmią dziecko łyżeczką. Tylko należy zadać sobie pytanie: jak dziecko karmione łyżeczką ma nagle nauczyć się jeść czysto, za pomocą sztućców? Nie ma takiej możliwości. Dziecko musi ćwiczyć. I jedzenie ręką jest pierwszym etapem. Bo jest ćwiczeniem koordynacji między dłonią a ustami. Żeby donieść pokarm na przyrządzie jakim jest łyżeczka czy widelec, trzeba dużo lepszej koordynacji. Najpierw trzeba poćwiczyć donoszenie pokarmu do ust ręką.
ACH: I jest szansa, że wtedy ten etap bałaganu będzie krótszy po prostu?
MŚ: Oczywiście, że tak. Dlatego, że gdy dziecko wyćwiczy koordynację, to potem przejście na sztućce będzie dużo łatwiejsze niż przejście z etapu bezczynnych rąk (gdy dziecko jest karmione łyżką) do jedzenia sztućcami.
A co do samego bałaganu: jest stare powiedzenie, że dziecko jest albo czyste, albo szczęśliwe. I to jest prawda.
Blog inspirowany książką "Bobas Lubi Wybór" i BLW - metodą na rozszerzanie diety dziecka bez przemocy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etapy rozwoju. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etapy rozwoju. Pokaż wszystkie posty
środa, 4 maja 2011
czwartek, 28 kwietnia 2011
fizjoterapeutka o BLW, cz. 3
Dzisiaj pani Marta Ślifirska odpowie na pytanie:
CZY 6-MIESIĘCZNE DZIECKO JEST GOTOWE NA BLW?
MŚ: Jest gotowe. Dlatego, że potrafi doprowadzić rękę do ust. Mówiąc "jeść samodzielnie" mamy oczywiście na myśli jedzenie rączkami. Rodzice czasem skarżą się, że ich dziecko wszystko wkłada do ust. Robi to dlatego, że usta są najbardziej wrażliwą czuciowo okolicą ciała i dziecko chętnie poznaje świat ustami. Już w okresie płodowym jest to okolica, która jako pierwsza uzyskuje czucie m. in. po to, żeby później, po urodzeniu, dziecko mogło łatwo znaleźć pierś mamy. Jeżeli dziecko potrafi doprowadzić ręce do ust i potrafi już chwycić jakiś przedmiot, na razie całą dłonią, bo tak wygląda chwyt w wieku 6 miesięcy, to znaczy, że jest gotowe do tego, żeby spróbować jedzenia. Oczywiście, na początku ono się nie naje (dlatego nadal powinno dostawać dotychczasowe posiłki mleczne). Popróbuje, potrzyma w buzi i wypluje, albo wypluje od razu, ale ma już kontakt z pożywieniem, ma już kontakt z różnymi smakami i ćwiczy koordynację ręka - oko.
U każdego dziecka to może przyjść w różnym czasie. Mówiąc o dzieciach 6-miesięcznych, mówimy o przeciętnej. Bywają dzieci młodsze, które już sobie z tym radzą, a bywa, że dziecko dopiero mając 10, 11 miesięcy jest na to gotowe.
ACH: Czyli trzeba obserwować swoje dziecko...
MŚ: ... i podążać za nim. Tak. Bo normy rozwojowe dotyczą przeciętnej. To, że jakieś dziecko rozwija się troszeczkę wolniej, wcale nie znaczy, że jakość jego rozwoju jest gorsza. Ważna jest bowiem jakość ruchu, czyli czy te ruchy, które dziecko wykonuje, są prawidłowe. Nie patrzmy więc na ilość, tempo, czas, w którym dzieci nabywają pewnych umiejętności, a na ich jakość. Dzieci, które rozwijają się wolniej wcale nie muszą być „opóźnione” w rozwoju. Tempo rozwoju jest w głównej mierze uwarunkowane genetycznie. Zawsze warto popytać w rodzinie: jak my się rozwijaliśmy, jak nasi rodzice. I to może rozwiać wiele niepokojów.
ACH: Czyli jeśli widzimy, że dziecko 6-miesięczne nie jest w pełni gotowe, żeby jeść samodzielnie, to nie powinno nas to niepokoić.
MŚ: Nie. I nie zmuszajmy dziecka. Niech bierze w rączkę, niech rozgniata pożywienie. Niech ma takie doświadczenia. Przez wszystkie doświadczenia dziecko powinno przejść, bo wszystko, co jest naturalne dla niego, jest mu potrzebne.
CZY 6-MIESIĘCZNE DZIECKO JEST GOTOWE NA BLW?
MŚ: Jest gotowe. Dlatego, że potrafi doprowadzić rękę do ust. Mówiąc "jeść samodzielnie" mamy oczywiście na myśli jedzenie rączkami. Rodzice czasem skarżą się, że ich dziecko wszystko wkłada do ust. Robi to dlatego, że usta są najbardziej wrażliwą czuciowo okolicą ciała i dziecko chętnie poznaje świat ustami. Już w okresie płodowym jest to okolica, która jako pierwsza uzyskuje czucie m. in. po to, żeby później, po urodzeniu, dziecko mogło łatwo znaleźć pierś mamy. Jeżeli dziecko potrafi doprowadzić ręce do ust i potrafi już chwycić jakiś przedmiot, na razie całą dłonią, bo tak wygląda chwyt w wieku 6 miesięcy, to znaczy, że jest gotowe do tego, żeby spróbować jedzenia. Oczywiście, na początku ono się nie naje (dlatego nadal powinno dostawać dotychczasowe posiłki mleczne). Popróbuje, potrzyma w buzi i wypluje, albo wypluje od razu, ale ma już kontakt z pożywieniem, ma już kontakt z różnymi smakami i ćwiczy koordynację ręka - oko.
U każdego dziecka to może przyjść w różnym czasie. Mówiąc o dzieciach 6-miesięcznych, mówimy o przeciętnej. Bywają dzieci młodsze, które już sobie z tym radzą, a bywa, że dziecko dopiero mając 10, 11 miesięcy jest na to gotowe.
ACH: Czyli trzeba obserwować swoje dziecko...
MŚ: ... i podążać za nim. Tak. Bo normy rozwojowe dotyczą przeciętnej. To, że jakieś dziecko rozwija się troszeczkę wolniej, wcale nie znaczy, że jakość jego rozwoju jest gorsza. Ważna jest bowiem jakość ruchu, czyli czy te ruchy, które dziecko wykonuje, są prawidłowe. Nie patrzmy więc na ilość, tempo, czas, w którym dzieci nabywają pewnych umiejętności, a na ich jakość. Dzieci, które rozwijają się wolniej wcale nie muszą być „opóźnione” w rozwoju. Tempo rozwoju jest w głównej mierze uwarunkowane genetycznie. Zawsze warto popytać w rodzinie: jak my się rozwijaliśmy, jak nasi rodzice. I to może rozwiać wiele niepokojów.
ACH: Czyli jeśli widzimy, że dziecko 6-miesięczne nie jest w pełni gotowe, żeby jeść samodzielnie, to nie powinno nas to niepokoić.
MŚ: Nie. I nie zmuszajmy dziecka. Niech bierze w rączkę, niech rozgniata pożywienie. Niech ma takie doświadczenia. Przez wszystkie doświadczenia dziecko powinno przejść, bo wszystko, co jest naturalne dla niego, jest mu potrzebne.
wtorek, 26 kwietnia 2011
fizjoterapeutka o BLW, cz. 2
Wrzucam kolejny fragment mojej rozmowy z fizjoterapeutką niemowląt, panią Martą Ślifirską. Tym razem rozmawiamy o rzeczy, która bardzo była dla mnie istotna na początku stosowania BLW, czyli gdy Mały miał 6 miesięcy - o tym, jak go sadzać do jedzenia. Może ktoś z Was jest teraz na tym etapie?
Całość rozmowy już po długim weekendzie ukaże się w portalu dziecisawazne.pl. Już teraz zapraszam!
A tutaj pierwsza część dla przypomnienia.
SAMODZIELNE JEDZENIE A POZYCJA SIEDZĄCA
MŚ: Jedyną kwestią, nad którą się zastanawiam jest siedzenie. Autorki piszą, że możemy wprowadzać stałe pokarmy u dzieci w wieku mniej więcej 6 miesięcy i dziecko powinno przy tym siedzieć prosto. Ale wiek sześciu miesięcy nie jest wiekiem, kiedy dziecko siedzi prosto! W tym wieku siedzą jedynie te dzieci, które dorośli sadzają sądząc, że tak trzeba, a nie powinni tego robić! Równowagę w siadzie dziecko uzyskuje między 10. a 12. miesiącem życia, w tym też czasie siada samodzielnie. I teraz: jak pogodzić jedno z drugim, żeby nie przeskoczyć tego etapu kiedy dziecko jest już zainteresowane jedzeniem i chce jeść, a równocześnie nie obciążać go zbytnio pozycją siedzącą, na którą nie jest gotowe. Autorki kilka razy mówią, że niektóre dzieci może będą potrzebowały pomocy w siadzie. W innym miejscu mówią, żeby ułożyć zrolowane ręczniki czy kocyki i podeprzeć dziecko. Czasem mówią, że możemy mieć je u siebie na kolanach podczas posiłków. Ale jednocześnie bardzo wyraźnie zaznaczają, że nie powinno być odchylone w tył, żeby pokarm nie trafiał na tylną ścianę gardła, bo to grozi zakrztuszeniem. Kiedy dziecko jest pionowo, to wtedy pokarm spływa po przedniej ścianie gardła i dziecko ma odruch odkasływania i może się samo pozbyć tego, co byłoby groźne. Widzę następujące rozwiązanie: dopóki dziecko nie zacznie samo siadać z leżenia (przez obrót na brzuch, podniesienie się na czworaki i skręt miednicy w prawo lub w lewo), powinniśmy zawsze dzieci podpierać. I wtedy, nawet jeżeli dziecko odchyli się 10-15 stopni od pionu plecami, to nadal głowa i szyja będą w pionie, bo dziecko będzie patrzyło na to, co chce zjeść i to nie powinno być zagrożeniem. Najlepiej więc sadzać je u siebie na kolanach, bo wówczas ma najlepsze podparcie. A jeżeli dziecko nie chce siedzieć na kolanach bądź jest nam z tym niewygodnie, to możemy, jeżeli dziecko to akceptuje, sadzać je w specjalnym krzesełku - ale zawsze podparte.
ACH: W takim krzesełku do karmienia?
MŚ: Tak. Na pewno nie w krzesełku samochodowym, bo tam jest za bardzo odchylone w tył. I sadzajmy je wyłącznie na czas posiłku! W żadnej innej sytuacji nie powinno być przez nas sadzane. Usiądzie samodzielnie, gdy będzie na to gotowe.
Całość rozmowy już po długim weekendzie ukaże się w portalu dziecisawazne.pl. Już teraz zapraszam!
A tutaj pierwsza część dla przypomnienia.
SAMODZIELNE JEDZENIE A POZYCJA SIEDZĄCA
MŚ: Jedyną kwestią, nad którą się zastanawiam jest siedzenie. Autorki piszą, że możemy wprowadzać stałe pokarmy u dzieci w wieku mniej więcej 6 miesięcy i dziecko powinno przy tym siedzieć prosto. Ale wiek sześciu miesięcy nie jest wiekiem, kiedy dziecko siedzi prosto! W tym wieku siedzą jedynie te dzieci, które dorośli sadzają sądząc, że tak trzeba, a nie powinni tego robić! Równowagę w siadzie dziecko uzyskuje między 10. a 12. miesiącem życia, w tym też czasie siada samodzielnie. I teraz: jak pogodzić jedno z drugim, żeby nie przeskoczyć tego etapu kiedy dziecko jest już zainteresowane jedzeniem i chce jeść, a równocześnie nie obciążać go zbytnio pozycją siedzącą, na którą nie jest gotowe. Autorki kilka razy mówią, że niektóre dzieci może będą potrzebowały pomocy w siadzie. W innym miejscu mówią, żeby ułożyć zrolowane ręczniki czy kocyki i podeprzeć dziecko. Czasem mówią, że możemy mieć je u siebie na kolanach podczas posiłków. Ale jednocześnie bardzo wyraźnie zaznaczają, że nie powinno być odchylone w tył, żeby pokarm nie trafiał na tylną ścianę gardła, bo to grozi zakrztuszeniem. Kiedy dziecko jest pionowo, to wtedy pokarm spływa po przedniej ścianie gardła i dziecko ma odruch odkasływania i może się samo pozbyć tego, co byłoby groźne. Widzę następujące rozwiązanie: dopóki dziecko nie zacznie samo siadać z leżenia (przez obrót na brzuch, podniesienie się na czworaki i skręt miednicy w prawo lub w lewo), powinniśmy zawsze dzieci podpierać. I wtedy, nawet jeżeli dziecko odchyli się 10-15 stopni od pionu plecami, to nadal głowa i szyja będą w pionie, bo dziecko będzie patrzyło na to, co chce zjeść i to nie powinno być zagrożeniem. Najlepiej więc sadzać je u siebie na kolanach, bo wówczas ma najlepsze podparcie. A jeżeli dziecko nie chce siedzieć na kolanach bądź jest nam z tym niewygodnie, to możemy, jeżeli dziecko to akceptuje, sadzać je w specjalnym krzesełku - ale zawsze podparte.
ACH: W takim krzesełku do karmienia?
MŚ: Tak. Na pewno nie w krzesełku samochodowym, bo tam jest za bardzo odchylone w tył. I sadzajmy je wyłącznie na czas posiłku! W żadnej innej sytuacji nie powinno być przez nas sadzane. Usiądzie samodzielnie, gdy będzie na to gotowe.
wtorek, 15 marca 2011
fizjoterapeutka o BLW, cz. 1
Zapytałam o BLW panią Martę Ślifirską, fizjoterapeutkę, pracującą z niemowlętami. Całość wywiadu już wkrótce ukaże się w portalu www.dziecisawazne.pl. A oto fragment naszej rozmowy:
CZY JEDZENIE PAPEK TO WAŻNY ETAP ROZWOJU
Marta Ślifirska - z wykształcenia psycholog i fizjoterepeutka, w pracy łączy te dwa kierunki wykształcenia. Od 30 lat pracuje jako fizjoterapeutka z dziećmi, od 10 lat wyłącznie z niemowlętami. Stosuje metody Bobath-NDT i SI. Prowadzi zajęcia z rozwoju psycho-ruchowego niemowląt w szkole rodzenia Fundacji Rodzić po Ludzku.
MŚ: Książka jest świetna. Żałuję, że trafiła do nas dopiero teraz. Bardzo podoba mi się idea, że dziecko może samo wybierać. Tak jak w rozwoju psychoruchowym kolejne etapy następują jeden po drugim, tak ma to miejsce w czasie nauki jedzenia. W swojej pracy propaguję to, żeby nie ingerować w rozwój ruchowy dziecka. Uważam też, że nie powinniśmy ingerować w rozwój umiejętności jedzenia. I to właśnie proponują autorki książki - podążanie za dzieckiem.
ACH: Jakie korzyści z punktu widzenia neurofizjologii niesie dla dziecka takie podejście?
MŚ: Mnóstwo. Każda propozycja, która podąża za naturalnym pędem do rozwoju dziecka jest dla niego dobra. I odwrotnie - każda ingerencja w naturalny przebieg rozwoju jest niedobra. Natura tak to wymyśliła, że wszystkie etapy, jakie dziecko przechodzi, czemuś służą i są potrzebne. Jeżeli my którykolwiek z etapów chcemy bądź przyspieszać, bądź pomijać, możemy być pewni, że wyrządzimy szkodę.
ACH: W przypadku jedzenia mowa o jakich etapach?
MŚ: Dziecko przechodząc przez etap spożywania papek nie zaczyna w odpowiednim momencie ćwiczyć mięśni oralnych. Bo te same mięśnie, które służą do żucia, do rozdrabniania pokarmu, służą później do artykulacji, czyli do mówienia. Jeżeli dziecko będzie w odpowiednim czasie przeżuwało pokarm, będzie później ładniej, wyraźniej mówiło.
Poza tym dziecko karmione papkami pomija doświadczenia sensoryczne, płynące od zmysłu smaku. Jeżeli dostaje różne produkty osobno i może sięgać po to, co che, próbować, smakować, to ma kontakt z różnymi smakami. A w papkach wszystkie smaki są zmieszane w jeden. Podając mu papkę zubożamy więc jego możliwości doświadczania smaków, a przez to zubożamy możliwości kształtowania się integracji sensorycznej.
ACH: Czy w takim razie odradza Pani podawanie dziecku papek?
MŚ: Tak. Zdecydowanie odradzam. Poza wszystkim, co powiedziałam wcześniej, również z powodu tego, co obserwuję w wielu rodzinach, z którymi pracuję. Otóż dzieci są nierzadko karmione papkami nawet po przekroczeniu roku czy półtora. Mamy po prostu przyzwyczajają się do tego, że podają dziecku jedzenie ze słoiczka - jest to wygodne, bo można podgrzać i od razu dziecku podać. I kiedy pytam, dlaczego ich dziecko jeszcze tak długo je papki, mówią, że krztusi się, kiedy mu się próbuje dać większe kawałki. A krztusi się, bo - po pierwsze - na ogół tymi papkami jest karmione w pozycji półleżącej i w takiej też mamy podają dziecku łyżeczką pierwsze mniej rozdrobnione posiłki, więc pożywienie trafia na tylną ścianę gardła i naturalne jest, że pojawia się odruch krztuszenia. A po drugie, dziecko krztusi się, ponieważ ominęło ten etap, kiedy było gotowe, żeby się nauczyć przeżuwania. Nie daliśmy dziecku okazji do tego, żeby rozdrabniało pokarm. Autorka książki tłumaczy to przez trafne porównanie: gdyby dziecku nie pozwolić chodzić do trzech lat, to potem miałoby trudności z chodzeniem. I tak samo jest z żuciem.
CZY JEDZENIE PAPEK TO WAŻNY ETAP ROZWOJU
Marta Ślifirska - z wykształcenia psycholog i fizjoterepeutka, w pracy łączy te dwa kierunki wykształcenia. Od 30 lat pracuje jako fizjoterapeutka z dziećmi, od 10 lat wyłącznie z niemowlętami. Stosuje metody Bobath-NDT i SI. Prowadzi zajęcia z rozwoju psycho-ruchowego niemowląt w szkole rodzenia Fundacji Rodzić po Ludzku.
MŚ: Książka jest świetna. Żałuję, że trafiła do nas dopiero teraz. Bardzo podoba mi się idea, że dziecko może samo wybierać. Tak jak w rozwoju psychoruchowym kolejne etapy następują jeden po drugim, tak ma to miejsce w czasie nauki jedzenia. W swojej pracy propaguję to, żeby nie ingerować w rozwój ruchowy dziecka. Uważam też, że nie powinniśmy ingerować w rozwój umiejętności jedzenia. I to właśnie proponują autorki książki - podążanie za dzieckiem.
ACH: Jakie korzyści z punktu widzenia neurofizjologii niesie dla dziecka takie podejście?
MŚ: Mnóstwo. Każda propozycja, która podąża za naturalnym pędem do rozwoju dziecka jest dla niego dobra. I odwrotnie - każda ingerencja w naturalny przebieg rozwoju jest niedobra. Natura tak to wymyśliła, że wszystkie etapy, jakie dziecko przechodzi, czemuś służą i są potrzebne. Jeżeli my którykolwiek z etapów chcemy bądź przyspieszać, bądź pomijać, możemy być pewni, że wyrządzimy szkodę.
ACH: W przypadku jedzenia mowa o jakich etapach?
MŚ: Dziecko przechodząc przez etap spożywania papek nie zaczyna w odpowiednim momencie ćwiczyć mięśni oralnych. Bo te same mięśnie, które służą do żucia, do rozdrabniania pokarmu, służą później do artykulacji, czyli do mówienia. Jeżeli dziecko będzie w odpowiednim czasie przeżuwało pokarm, będzie później ładniej, wyraźniej mówiło.
Poza tym dziecko karmione papkami pomija doświadczenia sensoryczne, płynące od zmysłu smaku. Jeżeli dostaje różne produkty osobno i może sięgać po to, co che, próbować, smakować, to ma kontakt z różnymi smakami. A w papkach wszystkie smaki są zmieszane w jeden. Podając mu papkę zubożamy więc jego możliwości doświadczania smaków, a przez to zubożamy możliwości kształtowania się integracji sensorycznej.
ACH: Czy w takim razie odradza Pani podawanie dziecku papek?
MŚ: Tak. Zdecydowanie odradzam. Poza wszystkim, co powiedziałam wcześniej, również z powodu tego, co obserwuję w wielu rodzinach, z którymi pracuję. Otóż dzieci są nierzadko karmione papkami nawet po przekroczeniu roku czy półtora. Mamy po prostu przyzwyczajają się do tego, że podają dziecku jedzenie ze słoiczka - jest to wygodne, bo można podgrzać i od razu dziecku podać. I kiedy pytam, dlaczego ich dziecko jeszcze tak długo je papki, mówią, że krztusi się, kiedy mu się próbuje dać większe kawałki. A krztusi się, bo - po pierwsze - na ogół tymi papkami jest karmione w pozycji półleżącej i w takiej też mamy podają dziecku łyżeczką pierwsze mniej rozdrobnione posiłki, więc pożywienie trafia na tylną ścianę gardła i naturalne jest, że pojawia się odruch krztuszenia. A po drugie, dziecko krztusi się, ponieważ ominęło ten etap, kiedy było gotowe, żeby się nauczyć przeżuwania. Nie daliśmy dziecku okazji do tego, żeby rozdrabniało pokarm. Autorka książki tłumaczy to przez trafne porównanie: gdyby dziecku nie pozwolić chodzić do trzech lat, to potem miałoby trudności z chodzeniem. I tak samo jest z żuciem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
