Znacie ten odcinek Małej Brytanii, w którym 30-letni z okładem facet przedstawia swoim nobliwym rodzicom przyszłą żonę i w trakcie wizyty, ku zaskoczeniu narzeczonej, wskakuje matce na kolana i przystawia się do cycka? Otóż ostatnio przechodzi mi przez głowę myśl, że ja też pozostanę przy tym modelu ! Karmienie piersią jest takie bezproblemowe. Można to robić wszędzie, nie trzeba nosić ze sobą żadnych gadżetów, nie trzeba się martwić o zbilansowaną dietę, dziecko nie łapie tych wszystkich wirusów, i tak dalej, i tak dalej..., a i jeszcze: nic nie kosztuje (zapomniałabym o najważniejszym). Im bliżej dnia podania pierwszego ziemniaka (czy od ziemniaka zacząć???), tym bardziej chcę się zaszyć w bezpiecznym kokonie piersiodawania.
Oto rzeczony odcinek:
Blog inspirowany książką "Bobas Lubi Wybór" i BLW - metodą na rozszerzanie diety dziecka bez przemocy.
poniedziałek, 7 lutego 2011
sobota, 5 lutego 2011
sześć i pół miesiąca - i nic!
Siadam z Małym przy stole, podaję talerze, ale on jakby nie rozumie, że to, co trzyma w ręce można wziąć do buzi. Nie mówiąc już o tym, że można to zjeść! No już sama nie wiem: podać mu papkę czy nie? Bo nie mogę sobie wyobrazić, żeby w najbliższej przyszłości dostrzegł ten związek: talerz = jedzenie; jedzenie = zjeść. A coś jeść musi. Musi?
No właśnie: wszyscy w rodzinie przekonują mnie, że dziecko musi już coś jeść. Ale skąd oni (one) to wiedzą? Jakie mają argumenty? Powołują się na badania? Na przykłady? Skąd w nich ta pewność, która sprawia, że ja jestem niepewna?
No właśnie: wszyscy w rodzinie przekonują mnie, że dziecko musi już coś jeść. Ale skąd oni (one) to wiedzą? Jakie mają argumenty? Powołują się na badania? Na przykłady? Skąd w nich ta pewność, która sprawia, że ja jestem niepewna?
piątek, 4 lutego 2011
benefit dla Mam Fundacji MaMa
Doszły mnie słuchy, że mają być warsztaty czy porady na temat BLW. No to się wybiorę z moim przypadkiem ;)
http://www.facebook.com/home.php#!/event.php?eid=186989367990830&index=1
http://www.facebook.com/home.php#!/event.php?eid=186989367990830&index=1
na spacerze...
...przechodzę obok taty z dwójką dzieci.
Tata: idziemy do domu. Na obiad gulasz dzisiaj.
- Jak ja nie lubię gulaszu - komentuje chłopiec trzymany za rękę.
- A ja go nienawidzę - przebija brata młodszy, ten na baranach.
Takich sytuacji właśnie chcę uniknąć.
Tata: idziemy do domu. Na obiad gulasz dzisiaj.
- Jak ja nie lubię gulaszu - komentuje chłopiec trzymany za rękę.
- A ja go nienawidzę - przebija brata młodszy, ten na baranach.
Takich sytuacji właśnie chcę uniknąć.
wtorek, 1 lutego 2011
gotowość jest! ... gotowość jest?
Nie wiem czy gotowość jest, ale entuzjazm na pewno wielki.
Od dwóch miesięcy siadam z Synkiem na podłodze podczas moich posiłków. Niedawno zaczął łapać za szklanki i talerze. Woda w butelce, zielony szpinak w szklanej miseczce są ciekawsze niż wszystkie zabawki razem wzięte.
Ale na kanapki z szynką, cykorią i keczupem jeszcze za wcześnie.
Czekam na inne oznaki gotowości (poza entuzjazmem). Według książki powinno być ich kilka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)